Atak na młodą matkę w centrum Warszawy. "Mężczyzna wrzucił ją do błota, zaczął bić i kopać"

Dziecko napastnika chodziło do przedszkola z synem pobitej kobiety.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Atak na młodą matkę w centrum Warszawy. "Mężczyzna wrzucił ją do błota, zaczął bić i kopać"

25-letnia kobieta, matka dwójki dzieci została dotkliwie pobita, gdy odprowadzała syna do przedszkola na warszawskiej Woli. Interweniowała policja, pogotowie, a nawet Rzecznik Praw Obywatelskich. Kobieta od dzieciństwa mieszka w Warszawie. Jest muzułmanką.

Czeczenka została dotkliwie pobita w centrum miasta w czwartek ok. godz. 9.00, gdy odprowadzała syna do przedszkola. Towarzyszyła jej również maleńka córka oraz dziecko koleżanki. Nieoczekiwanie przy bramie przedszkola pojawił się mężczyzna – 32-letni Kamil. B, który wykrzykiwał przezwiska pod ich adresem, wtórowała mu partnerka. - Pier... muzułmanka! Do gazu! Spie... stąd! - mówią świadkowie zdarzenia. Muzułmanka, spodziewając się najgorszego, natychmiast otworzyła furtkę i wepchnęła dzieci na teren ogrodu przedszkolnego.

Następnie chciała nagrać agresywnego mężczyznę telefonem. Gdy go wycięgnęła z torebki, Kamil B. wpadł w furę.  – Wrzucił ją do błota, zaczął bić i kopać. Od razu przyłączyła się towarzysząca mu kobieta – opowiada Marina, Rosjanka, która pomaga czeczeńskim rodzinom żyjącym w Polsce.

W obronie kobiety stanął przypadkowy przechodzień, którego również nie ominęły wyzwiska. - Od…się, Żydzie - krzyczał napastnik w jego stronę.

Poturbowana kobieta wraz z mamą udała się na policję, aby zgłosić zajście. - 25-latce udało się zrobić zdjęcie i dzięki temu już godzinę później zatrzymaliśmy oprawcę. Sprawa została skierowana do prokuratury. Grozi mu do trzech lat pozbawienia wolności - komentuje podkom. Marta Sulowska, oficer prasowy Komendy Stołecznej Policji na Woli. - Wiemy również, że 32-latek nie był sam. Nie udało nam się jednak zatrzymać nikogo więcej - dodaje rzecznik.

"Kobiety muszą być silne"

WawaLove.pl dotarło do Mariny, Rosjanki, która od dziecka opiekuje się poszkodowaną Czeczenką.

- Pozostańmy przy nazywaniu ją 25-latką. Nie chcę, aby internauci zaczęli wykrzykiwać przezwiska pod jej adresem - komentuje Marina. - To moja najlepsza przyjaciółka. Zaprowadzałam ją do tego samego przedszkola, do którego teraz ona zaprowadza synka. Chodziłam z nią do kina, występowała w licznych akademiach - dodaje.

- Dobrze, że padało i było zimno. Grube ubranie ocaliło dziewczynę przed bardziej dotkliwymi obrażeniami. Już normalnie chodzi i wraca do siebie. Czeczeńskie kobiety muszą być silne - mówi Marina.

Zgodnie z relacją Rosjanki policja zaopiekowała się poszkodowaną. Funkcjonariusze pomogli jej znaleźć klucze do domu, które zgubiła w błocie podczas szarpaniny.

(Nie)przypadkowe spotkanie

Marina przyznała również, że napastnik jest ojcem dziecka, które uczęszcza do tego samego przedszkola, co syn muzułmanki. - Przez to wszystko moja przyjaciółka chce zmienić przedszkole - dodaje i namawia Czeczenkę do zmiany decyzji. 

Przedszkole nie jest przypadkowe. - Od dwunastu lat przyprowadzam tam moich podopiecznych. Dyrektorka placówki jest niezwykle otwarta na międzykulturowość. Twierdzi, że różnorodność to zawsze wartość dodana. Nie zgadza się na przenosimy. Uważa, że to oprawca powinien szukać nowego miejsca dla dziecka - tłumaczy Marina.

Sprawą zainteresował się Rzecznik Praw Obywatelskich. Osobiście zaprosił młodą muzułmankę, jej mamę i Marinę na poniedziałkowe spotkanie. Tę informację potwierdza Anna Kabulska z biura RPO.

Poszkodowaną 25-latkę odwiedziła dzisiaj prawniczka, która zajmie się jej sprawą. Swoją wizytę zapowiedziała również zaprzyjaźniona wolontariuszka.  - Moja przyjaciółka potrzebuje dużego wsparcia - kończy wypowiedź Marina.

Głos w sprawie zabrał również Krzysztof Strzałkowski, burmistrz warszawskiej Woli.

- Jesteśmy oburzeni kolejnym ksenofobicznym atakiem na młodą kobietę wyznania muzułmańskiego, które miało miejsce na Woli. Jest to tym bardziej bulwersujące, że atak miał miejsce w pobliżu jednej z naszych placówek oświatowych. W zasadzie na oczach dzieci. Chciałbym podziękować policji za szybką reakcji i ze swojej strony przeprosić liczną społeczność muzułmańską mieszkającą na terenie naszej dzielnicy. Mam nadzieję, że tego typu ataki nie będą się powtarzać - skomentował.

Nie przyznał się do winy

Kamil B. usłyszał prokuratorskie zarzuty. Grozi mu do trzech lat więzienia. 32-latek nie przyznaje się do winy.

- Akta sprawy trafiły do prokuratury rejonowej na Woli. Po zapoznaniu się z materiałem zlecono policji przeprowadzenie czynności procesowych, czyli przedstawienia zarzutów – mówi tvnwarszawa.pl Łukasz Łapczyński, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Jesteś świadkiem zdarzenia w Warszawie, które jest dla Ciebie ważne? Widzisz coś ciekawego? Skontaktuj się z nami przez Facebooka lub na wawalove@grupawp.pl

Przeczytaj też: Fala niewyjaśnionych samobójstw, odwołany dyrektor. Co dzieje się za kratami aresztu na Białołęce?

Podziel się
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.