Jeszcze o warszawskiej gastronomii. Waszym zdaniem

Wybraliśmy dla Was najmocniejsze komentarze
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Jeszcze o warszawskiej gastronomii. Waszym zdaniem

Artykuł "Praca za 8 zł/h, przez siedem dni w tygodniu, po 14 godzin". Lista grzechów warszawskiej gastronomii" wywołał lawinę komentarzy, zarówno pod tekstem, jak i na naszym fanpejdżu . Pisaliście o wszystkim: zarówno z perspektywy pracownika, jak i pracodawcy. Wybraliśmy dla Was najmocniejsze komentarze.

Niektórzy zgadzali się z zarzutami:

Pracowałem rok w gastronomii, pod wszystkim się podpisuję, jakbym własną historię czytał :) Gastro to niestety specyficzne środowisko, nie każdy wytrzymuje - napisał M.

Nie brakowało też wyjątkowo ostrych głosów:

Bydlactwo i kure...two ! Niech Ci żałośni "pracodawcy" sami pracują sobie za 6-7 czy 8 zł/h. To kpina!!! Zobaczymy jacy wtedy będą cwani. Nie ma co się dziwić że miliony Polaków siedzi za granicą, bo w tej Polsce nie da się godnie zarobić. Wszędzie tylko chamstwo, wyzysk, niewolnictwo i żenujące stawki. S**m na tych debili co wymyślają te stawki. Dla mnie są ścierwami.

Niektórzy podawali konkretne przykłady.

Mój syn pracuję w warszawskiej restauracji. System pracy, 2 dni pracy po 12 godz. 2 dni wolne. Na rękę otrzymuje 1500 zł. Umowa śmieciowa. Żenada. Ale co ma zrobić? Lepiej mieć to, niż nie mieć nic i nie mieć nawet na buty - gość.
Mam 16-letnie doświadczenie w gastronomi jako kucharz, szef kuchni i powiem tak: Właściciele warszawskich restauracji to po prostu ZŁODZIEJE i tyle, a zwalanie winy na pracownika to codzienny standard. Wszystko na czarno, obiecanki-cacanki, a później durne ściemy, a nawet ukrywanie się przed pracownikami we własnym lokalu i cała prawda o wypłacaniu na raty lub tekstami JAK WIECZOREM COŚ SIĘ URODZI TO COŚ DOSTANIECIE. Prawo pracy w Polsce nie istnieje i wiele osób ma na to dowody. Ludzie pracują w ciągłym stresie i nigdy nie wiesz kiedy cię zwolnią - gość.
Rzadko, który punkt gastronomii, a tym bardziej mniejsze, w tym pizzernie, to jedna wielka SZARA STREFA. Kierowcy zarzynają swoje samochody za 5-6zł/h + przejechane paliwo. Etaty fikcyjne, 1/4 a zapierdziela  po 13h. Skarbówka i PIP mieliby dużo roboty, ale im się za biurek nie chce wyłazić... No cóż, z 50 pizzernii zrobiłoby się 3 - 4, ale w pełni legalnie działające, nawet bez podnoszenia cen, bo nadrobiłby to większym obrotem, więc pizzermani i kierowcy mieliby robotę. Gorzej z upadłym właścicielem - Marnow
Pracuję w gastronomii 25 lat, jestem kuchmistrzem po Technikum Gastronomicznym na ul. Poznańskiej. Całe moje życie zawodowe to praca na kuchni. Niestety, opisany artykuł to tylko czubek góry lodowej. Dużo lepiej było w systemie socjalistycznym, gdzie byłem zatrudniony na umowę o pracę, na pełny etat i podatki. Składki ubezpieczeniowe były odprowadzane od sumy, jaką faktycznie zarabiałem. Teraz o tym mogę tylko pomarzyć. To i wiele innych grzechów powoduje, że coraz bardziej jestem zniechęcony do Polskiej gastronomii - Coldwawa

Niektórzy zaś uważali, że tekst nie opisuje gastronomii warszawskiej w uczciwy sposób.

Kto pracował w gastronomii ten wie że to co opisane to bzdury. Napiwki to 75% zarobków kelnera. Chce zobaczyć gdzie i kto pracował 10 lat bez urlopu i zwolnienia. Podejrzewam że miał grafik 7 na 7 i po co mu urlop - Karolek
Proponuję otworzyć własną knajpę (działalność) w tym kraju i zobaczymy ile dacie radę walczyć z konfliktami wewnątrz załogi, opłatami, podatkami, zus-ami oraz pijącym lub wiecznie niekompetentnym, olewającym, niezadowolonym personelem, o kradzieżach nie wspomnę. Można stawać na głowie a jedna wiecznie naburmuszona kelnerka i kucharz który przez tydzień ma zły dzień bo np. pije skutecznie odstraszą gości... Właściciel za poniesione straty może ewentualnie założyć im sprawę z powództwa cywilnego, bo obarczać karami nie ma prawa do pewnej kwoty. Pracownik ma szerszy wachlarz narzędzi zemsty... PIP, SANEPID (mimo, że sam nie stosował się do zaleceń), SĄD PRACY, PORTALE SPOŁECZNOŚCIOWE I ZRZESZENIA, itd... Medal ma zawsze dwie strony. Szacunek i uczciwość powinny być po obu stronach!   
To, co jest opisane w tym artykule to stek bzdur. Widocznie wypowiedzi pochodzą od 4% sfrustrowanych nie nadających się do tej pracy nierobów. Reszta prawdziwej gastronomii albo teraz pracuje i zarabia na zasłużone napiwki, albo odpoczywa. Jeżeli ktoś nie dostaje napiwków, to na 100% nie nadaje się do tej pracy i to nie jest wina gości tylko jego.

Oburzonych głosów było jednak znacznie więcej.

Niestety, to prawda. Nie tylko w małej gastronomii. Podobna sytuacja jest w hotelach warszawskich. Dodam jeszcze zachowanie klientów korporacyjnych, bo nie gości, którzy nie wiedzą że wypadałoby dać napiwek - napisał czytelnik Drzewko.
Prawda jest taka, że jak sobie ktoś na to pozwala, to tak zawsze będzie. Gastro u mnie w rodzinie i moje oświadczenie jest wieloletnie i zaczynałem na zmywaku, a kończąc na byciu managerem. Wiadomo, że zawsze są kwasy, jak w każdej pracy, ale też spójrzcie na to z tej strony, że zawsze znajdzie się jakiś słój który przyjdzie i będzie tyrał za 8 zeta, a nawet mniej za godzinę, po to aby się tylko utrzymać. A to nie o to chodzi, tylko o to, że jak nauczy się wreszcie pracodawców pewnych zasad, a pracodawcy zasad swoich pracowników to skończy się to całe p********ie o tym, jak źle się dzieje... Prawda jest taka, że w Warszawie tylko nieliczne knajpki można wymienić, które są od lat i się trzymają. Reszta, która właśnie tak prosperuje, to co chwila się zmieniają, zamykają i otwierają nowe... Nie daj się dymać i sam nie dymaj, to wtedy będzie to wyglądać inaczej - napisał Ozi.

 
Przeczytajcie też: **Food trucki. Najatrakcyjniejszy****podatkowo warszawski biznes**

Podziel się
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.