Madryt walczy z rozsiadającymi się mężczyznami. "Czas na Warszawę"

Mandat za "manspreading"?
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Madryt walczy z rozsiadającymi się mężczyznami. "Czas na Warszawę"

Problem "pierwszego świata" czy zawłaszczanie przestrzeni publicznej? Władze Madrytu zakazały mężczyznom rozsiadania się w rozkroku podczas podróży metrem. Czy Warszawa również zmaga się ze słynnym już "manspreadingiem"? 

Madryt podjął "walkę" z rozsiadającymi się mężczyznami. W hiszpańskim metrze oprócz oznaczeń, które informują pasażerów o zachowaniu odpowiednich zasad podczas podróży - zakazie palenia i jedzenia, wyrzucania śmieci i trzymania nóg na siedzeniach - pojawi się również plakat, który będzie przestrzegać przed "manspreadingiem".

Co to jest? "Manspreading" dosłownie oznacza "męskie siedzenie w rozkroku", "męskie rozchylenie nóg" i jest to zjawisko powszechne w komuniakcji miejskiej, gdzie pasażerowie rozsiadają się na siedzieniach, zajmując przy tym dodatkowy fotel. 

Pierwszym miastem, które podjęło się rozwiązania tego problemu, był Nowy Jork. W regulaminie amerykańskiego metra pojawił się specjalny zakaz zajmowania więcej niż jednego miejsca. Tym samym w 2015 roku w Nowym Jorku wystawiono pierwsze mandaty za "manspreading". Na razie nie wiadomo, czy Madryt również będzie nakładać kary finansowe za rozsiadanie się w metrze.

"Taki folklor"

Czy popularne zjawisko jest również widoczne w warszawskim metrze? - Madryt walczy, a Warszawa? Dziwię się, że u nas tego nie uregulowano - mówi Paulina, mieszkanka stolicy. Niektórzy w ogóle nie dostrzegają w "manspreadingu" kłopotu. - To są problemy "pierwszego świata". Jakby nie można było po prostu zwrócić uwagę osobie, która zajmuje dwa miejsca - zaznacza Marcin. - A co, jak kobieta zostawia obok siebie torebkę i nie chce jej zabrać? Tu chyba mamy do czynienia z "womanspreadingiem" - dodaje.

- Metro metrem, w SKM-ce to prawdziwa plaga – dopowiada Agata. Na ten problem zwraca również uwagę rzecznik Zarządu Transportu Miejskiego Kamil Migała. – Często podróżuje nie tylko po Warszawie, lecz również po Polsce i też jestem świadkiem takiego zjawiska – opowiada w rozmowie z WawaLove.pl – To chyba nasz taki lokalny folklor: z jednej strony jesteśmy narodem tolerancyjnym, życzliwym, a z drugiej staramy się zrobić wszystko, żeby nikt nie znalazł się w naszej strefie komfortu – dodaje.

Czy ZTM chce iść w ślady hiszpańskiego odpowiednika i zakazać "manspredingu"? - Od 2014 roku prowadzimy kampanię "Kierunek Życzliwość", sygnowane  słynnymi już  "monsterami". Uważamy, że jest to akcja na tyle szeroko zakrojona, że niepotrzebne są dodatkowe działania – opowiada Kamil Migała – Rozsiadanie się jest problemem dość powszechnym, ale nie na tyle dolegliwym - podkreśla.

Męski problem?

Prezes fundacji Feminoteka Joanna Piotrowska  nie ma złudzeń, że takie rozwiązania jak w Hiszpanii, czy Stanach Zjednoczonych z informacją, o to by zadbać o przestrzeń dla innych są potrzebne również w Warszawie. - Nie ma jeszcze prowadzonych w tej sferze badań, jednak na podstawie moich obserwacji i licznych zdjęć na portalach społecznościowych można stwierdzić, że ten problem nie omija ani Warszawy, ani Polski – mówi .

- Niektórzy tłumaczą, że mężczyźni nie mogą inaczej siadać, bo może to powodować dyskomfort, co jest bzdurą. Tu chodzi o kwestie dotyczące socjalizacji: utarło się, że mężczyzna ma prawo zajmować więcej przestrzeni i nie zważa na to, czy ktoś może się do tego dopasować czy nie. I to jest obserwowane od lat – dodaje Piotrowska.

Jak temu zaradzić? Prezes fundacji Feminoteka zdradza pewien sposób . - Jak siedzę obok takiego mężczyzny, staram się nogą przesunąć jego nogę. Niestety dopiero reagują na głośne zwrócenie uwagi – przyznaje Joanna Piotrowska.

Przeczytajcie również: Patriota potrzebny od zaraz! Nietypowa oferta sklepu z odzieżą

 

Podziel się
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.