Od czterech lat mieszkają nad Wisłą. Przez jeden post na Facebooku ich los może się zmienić

Ich historia poruszyła tysiące Internautów.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Od czterech lat mieszkają nad Wisłą. Przez jeden post na Facebooku ich los może się zmienić

Rafał poznał Kasię, Arka i Piotrka przypadkowo. Pewnego letniego dnia pojechał samochodem w okolice Wisły. Jego uwagę zwróciło zorganizowane obozowisko w środku niewielkiego lasu. W namiotach mieściło się wiele: agregat, lodówka, pralka, kuchenka mikrofalowa. Zaczęło się od krótkiej rozmowy, później Rafał odwiedzał ich co kilka dni, następnie robił małe zakupy. Aż w końcu zdecydował się opisać historię trójki bezdomnych w sieci. I poprosić o pomoc.

Ich losy poruszyły serca Internautów. - Odzew był ogromny. Przez pierwsze dwa dni nieustannie otrzymywałem wiadomości od osób, które chciały nam pomóc. Aż było mi przykro, że nie byłem w stanie odpowiedzieć na wszystko - przyznaje w rozmowie z reporterką WawaLove.pl. Nagle dzwoni telefon Rafała. - To kobieta z Niemiec, sprowadza do Polski sprzęt medyczny. Chcemy Kasi sprawić wózek do chodzenia - wyjaśnia szybko.

Kasia, Arek i Piotrek "mieszkają" nad Wisłą od czterech lat. Kasia jeździ na wózku inwalidzkim i otrzymuje rentę, ale połowę musi wydać na leki. Poważne problemy zdrowotne ma również Piotr. Panowie zarabiają jak mogą, głównie zbierają puszki albo pracują dorywczo na budowie. Nie piją, nie kradną. Dbają o swoje "mieszkanie" jak mogą.

- Tam mamy garaż. Jest wózek inwalidzki, ubrania zimowe... - wymienia Kasia. - Garaż jest, ale samochodu jeszcze nie ma - mówi żartobliwie Arek. Domownicy pokazują na pierwszy namiot. W środku pełno jest maskotek, figurek, równo ułożonych książek. Nieopodal czeka kuchnia z najważniejszymi sprzętami: z lodówką, kuchenką mikrofalową, stosem naczyń.

Nie da się ukryć, ze oczkiem w głowie Kasi, Arka i Piotrka są trzy pieski, które wciąż domagają się pieszczot i zabaw. - One są zaszczepione, odrobaczone. My potrafimy sobie odmówić, by one miały dobrze. Okazujemy im tyle miłości, ale one dwukrotnie nam tą miłość zwracają - mówi Kasia, głaszcząc Maksia. - Bardzo o nie dbamy. Tak bardzo, że nie śpią na dworze - dodaje. 

Lepiej niż w ośrodku

Dlaczego trójka z nadwiślańskiego obozowiska nie zdecyduje się na pobyt w ośrodku dla bezdomnych? - A kto mnie tam weźmie z psami? - odpowiada natychmiast Kasia. - Za żadne skarby ich nie zostawię, choćbym miała mieszkać tu od końca życia.

Jest jeszcze jeden istotny powód. - Ja mam 631 złotych zasiłku plus pielęgnacyjny, idąc do ośrodka, oni mi zabierają połowę z tego. Zostaję mi około 300 złotych mi zostaje, z czego muszą jeszcze opłacić leki. A co dalej? - Ja nie mam najmniejszej ochoty, żeby ktoś na mojej biedzie sie wzbogacił - oburza się kobieta.

Panowie, którzy dotychczas tylko przysłuchiwali się rozmowie, przy temacie ośrodka wyraźnie się ożywili. - Byłem w niejednym ośrodku.  Papierosów nie można palić, nie mowy o kawie, dadzą mi jedynie zupę i to taką, że nawet moje psy, by jej nie zjadły. I jeszcze mam dla nich pracować! - oburza się Arek. - A gdy nie ma się pieniędzy na zapłatę dla ośrodka to już od siódmej trzeba wyjść i wrócić dopiero wieczorem. I co wtedy? Tułać się po noclegowniach? Tu mamy ogrzewanie, telewizor, tu jest lepiej niż w ośrodku - dodaje Piotrek.

Trzy anioły stróże

Do Kasi, Arka i Piotrka często przychodzą wolontariusze, ale pytają jedynie, czy czegoś nie trzeba. Później znikają albo pojawiają się kolejni. Od czasu do czasu zajrzy straż miejska albo policja. - Ale, co oni mogą zrobić? Nie mają obowiązku nam pomagać - przyznaje Kasia.

Jedyna osoba, która zajęła się trójka bezdomnych była Ela Stec-Michałowska, pracowniczka socjalna. - Jest moją przyjaciółką i aniołem stróżem - powtarza ciągle Kasia. I opowiada, o tym jak pani Elżbieta pomogła załatwić zasiłek, zmusiła do badań i późniejszego leczenia. 

Teraz do pomocy przyłączył się Rafał, a wraz nim dziesiątki osób, które skrzyknął w Internecie. - Pan Bóg chyba mi tego Rafałka zesłał. Młody mężczyzna, atrakcyjny... mógłby chodzić po pubu, do kina zająć się rozrywką, a wolał zająć się takimi ludźmi jak my. Ja w taki cud nie wierzyłam - opowiada Kasia. - Ach, dajcie już spokój z tym "Rafałkiem" - macha ręką młody mężczyzna. 

To jednak nie wszystko. Historia Kasi, Arka i Piotrka dotarła również do Piotra Ikonowicza, działacza społecznego, który obiecał reprezentować przyjaciół w sprawie przyznania mieszkania socjalnego. Miał dzwonić w tej sprawie do wiceprezydenta Michała Olszewskiego.

- Daj Boże to mieszkanie. Wtedy będę miała jak w bombonierce, po prostu zamknę się tam na cztery spusty... - mówi rozmarzona Kasia.  - To będzie najszczęsliwszy dzień w moim życiu - dodaje.

- Nie boi się Pani, że długo będziecie czekać na przyznanie lokum? - pyta reporterka WawaLove.pl - Będąc tu cztery lata, to czekanie rok na mieszkanie to jest dla nas pestka. Ale, pan Ikonowicz obiecał nam, że nastepną zimę na pewno nie pedzili w namiocie. Trzymam za slowo - odpowiada pewnie Kasia.

Jesteś świadkiem zdarzenia w Warszawie, które jest dla Ciebie ważne? Widzisz coś ciekawego? Skontaktuj się z nami przez Facebooka lub na wawalove@grupawp.pl

Przeczytajcie również: W Łomiankach grasuje ranny łoś. Przeskakuje ogrodzenie i wchodzi na posesje

Podziel się
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.