Pałac Kontrowersji i Nieoczywistości, czyli co dzieli warszawiaków?

Pałac Kultury i Nauki składający się z 42 pięter i licznych kontrowersji, 22 lipca skończył 60 lat. I mniej więcej od 60 lat nieustannie budzi skrajne emocje, dzieląc mieszkańców stolicy na dwa fronty: miłości i nienawiści.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Pałac Kontrowersji i Nieoczywistości, czyli co dzieli warszawiaków?

Nad Nowym Jorkiem góruje Statua Wolności, nad Londynem czuwa monumentalny Big Ben, a w Paryżu króluje Wieża Eiffla. Każda licząca się metropolia ma swój architektoniczny symbol. Uwieczniany na filmach i pocztówkach budzi oczywiste skojarzenia. Warszawa również może pochwalić się majestatycznym wyczynem architektury. Ciężko jednak powiedzieć, by budził on owe oczywiste skojarzenia. Jest raczej zarzewiem kontrowersji i nierzadko konfliktów.
 
W 1951 roku, kiedy Warszawa podnosiła się z gruzów, a mieszkańcy gnieździli się w suterenach, piwnicach i małych kawalerkach, Stalin obiecał, że pomoże odbudować Polakom ich ukochaną stolicę. Ku zdziwieniu wszystkich i niezadowoleniu większości - słowa dotrzymał. Zbudował Pałac Kultury i Nauki - najbardziej charakterystyczną warszawską budowlę, przypominającą szary już, piętrowy tort. Lew Rudniew, projektant wieżowca, chciał stworzyć go na modłę trendów architektury iście polskiej, przemycając do konstrukcji jak najwięcej rodzimych detali. Ciężko je jednak dostrzec, ponieważ pod czujnym okiem Józefa Stalina musiały ustąpić miejsca despotycznej, radzieckiej myśli architektonicznej. - W bryle Pałacu są ewidentne nawiązania do Sukiennic, architektury Kazimierza i innych budynków w Polsce. Lew Rudniew dodał do projektu trochę lokalnych szczegółów, ale były one tak zwanym kwiatkiem do kożucha. Zrobił to prawdopodobnie po to, by Polaków bardziej przekonać do tego budynku - opowiada WawaLove.pl varsavianista Jarek,
przewodnik z Praskiej Ferajny, pracujący pod pseudonimem Spacerolog Praski.  

Pałac Kultury i Nauki 22 lipca skończył 60 lat. I mniej więcej od 60 lat nieustannie budzi skrajne emocje, dzieląc mieszkańców stolicy na dwa fronty: miłości i nienawiści. Z czego wynika mieszanka uwielbienia i niechęci do Pałacu Kultury? - Jest on traumą dla ludzi, którzy wylądowali w stalinowskich więzieniach jeszcze przed jego zbudowaniem, a wyszli już po jego powstaniu. Ci warszawiacy zobaczyli swoje całe miasto ciągle jeszcze w ruinie, gdzie odbudowana była tylko niewielka jego część i i kontrastujący z nim, nowiutki, gigantyczny symbol sowieckiej dominacji. Druga grupa ludzi, która darzy PKiN niechęcią, to często osoby spoza Warszawy, które nie znają go z codziennego życia. Jednak jest również sporo młodych mieszkańców, którzy podchwytując emocje kombatantów, mających za sobą walkę z komuną, starają się do ich podejścia nawiązywać. Istnieje pewna ekstrema, która uważa, że w dobrym tonie jest podzielać niechęć do Pałacu Kultury. To pewnego rodzaju licytowanie się – kto da jeszcze więcej- mówi
varsavianista Jarek.

 

Pałac Kontrowersji i Nieoczywistości

PKiN w założeniu miał być idealną fuzją estetyki socrealistycznej i typowo polskich detali. Dziś, patrząc na Pałac jedni widzą szary, mało udany, piętrowy tort, inni - symbol Warszawy, skrywający smaczki architektoniczne przeznaczone dla czujnego oka wytrawnych koneserów. Jak przekonuje varsawianista - mogło być gorzej: - Pałac, kiedy powstawał, wydawał się być architekturą bardzo cukierkową, banalną, a nawet wręcz nieco odpustową. Kiedy jednak popatrzymy na to, co później (w latach 1955-1989) zglajszachtowana przez PRL wersja modernizmu uczyniła w architekturze Polski, wbrew pozorom ten koncept socrealistyczny bardzo się broni. Z tej perspektywy wydaje się, że Pałac Kultury jest estetycznie akceptowalny, chociaż oczywiście daleko mu do poziomu architektury wcześniejszych epok.

Pomysłów na PKiN było i jest wiele. Jedne przerażają, kolejne wydają się być całkowicie abstrakcyjne. Plan goni plan, bez zważania na to, że Pałac w 2007 roku został wpisany do Krajowego Rejestru Zabytków. Chroni on gmach nie tylko przed ewentualnym zburzeniem, ale i przed wszelkiego rodzaju modernizacjami. Varsavianista Jarek, pracujący pod pseudonimem Spacerolog Praski, nie wyobraża sobie, by ktoś stworzył architekturę pasującą do tego, co prezentuje Pałac: - W każdym przypadku będzie to sztuczność lub gigantyczny kontrast. W ciągu 25 lat pojawiło się kilka pomysłów. - Na szczęście nawiązywały one zwykle do idei prostokątnej siatki ulicznej. Pojawiła się również niestety koncepcja stworzenia owalnej obwodnicy wokół gmachu Pałacu. Ta na szczęście szybko została odrzucona. Pomysły można podzielić na dwa rodzaje. Jeden stawiał na niską, kilkupiętrową zabudowę wzorowaną na tej z dawnego Śródmieścia Warszawy. Drugi kierunek szedł w stronę wieżowców, mających choć trochę zasłonić Pałac. Najważniejszym jest
jednak, by stworzyć plan rozsądnej zabudowy pierzejowej tego terenu w poziomie parteru. O tym, co pozostanie wyżej, możemy tylko dyskutować - opowiada varsavianista.    

Dwa fronty - dwie racje

Dyskusji nie brakuje, a najbardziej rozgorzałe to te, które pojawiają się w sieci. Jedni internauci są do niego przywiązani, inni nie wyobrażają sobie, by symbol zamierzchłych czasów dalej górował nad miastem. - Byłbym bardziej za wyburzeniem tego radzieckiego potworka. Jego obecność w samym centrum miasta to jak splunięcie w twarz - pisze czytelnik WawaLove.pl.

Są też tacy, którzy stają w jego obronie. - PKiN zawsze był budynkiem o dwóch twarzach. Nawet w latach 50. albo się go bano, albo go szanowano, albo kochano, albo nienawidzono, albo dostrzegano pozytywne cechy, albo widziano tylko gruz starej Warszawy. Prawda jest taka, że architektonicznie cały kompleks pałacowy to niebanalny projekt, którego jakość budulców zawstydza wszystkie inne - pisze nasz czytelnik.

W innym komentarzu czytamy: "piękny zabytek tamtych lat. Powinien stać i przypominać minione czasy jako kawałek historii". Natomiast nasz czytelnik Andrzej,  zwolennik zburzenia PKiN ma pomysł, co mogłoby pojawić się na jego miejscu: "wyburzyć stalinowski Pałac Kultury i postawić Łuk Triumfalny upamiętniający setną rocznicę Cudu nad Wisłą, którą będziemy obchodzić 2020 roku". Wypowiadają się też warszawiacy, którzy PKiN z sentymentem wspominają jeszcze z dawnych lat. "On powstał dla ludzi Warszawy, był dla ludzi Warszawy, do dziś można tam przyjść, do dziś jest tam pełno pożytecznych oddziałów i instytucji. Pamiętam jak za dzieciaka chodziło się na basen do "młodzieży" albo do Kinoplexu na randkę" - pisze czytelnik WawaLove.pl.

Pałacu nie można zburzyć nie tylko ze względów prawnych. Byłby to również błąd ekonomiczny, ponieważ generuje on dla miasta duże zyski. Do tych argumentów należy również dołożyć warstwę emocjonalną. - Dla wielu ludzi jest to miejsce sentymentalne, ponieważ za młodu chodzili tam do Pałacu Młodzieży, kleili tam modele, chodzili na basen, studiowali, ponieważ mieściły się tam także uczelniane wydziały. W Pałacu odbywały się również ważne wydarzenia kulturalne – w kinach, teatrach czy Sali Kongresowej doznawali swoich wzruszeń. Trudno zatem dyskutować z tymi, którzy przeżyli tam swoją młodość i związali serce z tym miejscem - powiedział WawaLove.pl varsavianista Jarek.   
   
A Bogu ducha winny PKiN zdaje się mówić ustami warszawskiego aktora "Pożaru w Burdelu", Oskara Hamerskiego: "Chcę łączyć, a nie dzielić". Posłuchajcie:

 

Autor: Monika Rozpędek

Podziel się
Podziel się
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.