Trwa ładowanie...

Smutny seks „Ekipy z Warszawy”

"Pomimo nasycenia ogromną ilością seksualnych zbliżeń, „Ekipa z Warszawy” z odkrywaniem przyjemności w seksie niewiele ma wspólnego" - pisze Joanna Keszka

Share
Smutny seks „Ekipy z Warszawy”
d44mj8u

"Warsaw Shore. Ekipa z Warszawy" zbiera cięgi właściwie z każdej strony. Teksty bohaterów czy sposób traktowania się nawzajem stały się już źródłem niejednego internetowego mema . Tym razem dostało im się od Joanny Keszki, specjalistki w dziedzinie kobiecej seksualności i właścicielki butiku erotycznego dla kobiet, z którą kiedyś rozmawialiśmy na temat seksualności warszawianek.

d44mj8u

Życzę Ekipie z Warszawy , aby w pięknych okolicznościach klubów, basenów i fitnessów wpadła na pomysł, że „mieć jaja” nie oznacza wykorzystywania kobiet, a bycie kobietą nie oznacza, że trzeba w jakiś specjalny sposób udowadniać swoją poprawność seksualną. Wszyscy jesteśmy istotami seksualnymi, tylko przed niektórymi jeszcze długa droga, żeby zacząć z tego korzystać i tym się cieszyć - pisze Joanna Keszka.

Znawczyni kobiecej seksualności porównała oba programy - amerykańską i polską wersję.

Dziewczyny z amerykańskiej „Ekipy z New Jersey” przypomniały mi epikurejskie: ciesz się życiem. Czasami bohaterki potrafiły się cieszyć z takich prostych rzeczy jak to, że udało im się wlać w siebie jeszcze jeden kieliszek wódki, albo wstać na nogi po zaaplikowaniu sobie kolejnego drinka. (...) Do tego była tam tez duża dawka seksu, co można powiedzieć wypadało mi oglądać już z przyczyn tego, że zajmuję się tematem kobiecej seksualności. Dziewczyny eksperymentowały ze swoją seksualnością w dużych ilościach: miały dużo seksu, aktywnie szukały seksu, a także podrywały chłopaków, z którymi chciały mieć seks. Nie było w ich doświadczeniach erotycznych specjalnej finezji czy doszukiwania się przyjemności, ale przynajmniej z powodu ich intensywnych poszukiwań seksualnych przygód nikt nie mówił im, że są puszczalskie, niewyżyte i że powinny się tego wstydzić. I na koniec to, co najbardziej podobało mi się w „New Jersey Shore”:* co wolno było facetom w tym programie, wolno było też kobietom.*

A Warszawie? Obmacują, obłapiają, klepią, spijają i przyciskają

W warszawskiej edycji nie odnalazłam epikurejskiego „chwytaj życie”, za to zobaczyłam dręczące Polskę stereotypy jak żywe. Zobaczyłam przypisywanie tylko mężczyznom swobodnego prawa do eksperymentowania z seksem, zobaczyłam podwójne standardy, gdzie facetowi w sferze seksu wolno więcej, i więcej się wybacza. Zobaczyłam przyzwoleniem na przemocowe zachowania na tle seksualnym wobec kobiet. Kiedy w pierwszy odcinku „Ekipy z Warszawy” chłopak i dziewczyna lądują razem w łóżku, to na drugi dzień ona płacze i się wstydzi, a on jest pełnym chwały kogutem, któremu się udało zdybać laskę. Faceci z polskiej wersji programu nie podrywają kobiet, oni je obmacują, obłapiają, klepią, spijają i przyciskają.

Nie widziałam tutaj nawet znamion flirtu, za to masę sytuacji na granicy przemocy seksualnej. Ci panowie, jak widać, przywykli do tego, że po ciało kobiety wyciąga się rękę, jak po zwykłą rzecz. Nie zadają sobie trudu zapytania partnerki: czego ty chcesz, na co ty masz ochotę. Jest za to krążenie wokół kobiecych ciał i napieranie na nie tak, żeby przestały już się wyrywać i opierać.

d44mj8u

Obraz naszpikowanej stereotypami seksualności dopełniają internetowe komentarze widzów programu w Internecie,* gdzie kobiety oskarża się standardowo, odwołując się do ich seksualności: że nie są cnotliwe i że jedna z nich „dała dupy” już w pierwszym odcinku.* Zupełnie pomijając fakt przemocowych zachowań facetów, czego zdaje się nikt nie zauważać. Lekceważenie kobiet jest jak widać na porządku dziennym. Kto by to zauważał i tym się ekscytował? Przecież mężczyźni w Polsce swoje potrzeby mają, no to jakoś muszą je zaspokajać.* A wstydzą się, jak to zwykle w Polsce – kobiety.*

Smutny to seks, smutny to program. A pomimo nasycenia go ogromną ilością seksualnych zbliżeń lub prób doprowadzenia do nich, to „ Ekipa z Warszawy ” z odkrywaniem przyjemności w życiu i w seksie niewiele ma wspólnego. - kończy Joanna Keszka.

d44mj8u

Podziel się opinią

Share
d44mj8u
d44mj8u