Trwa ładowanie...

Pożar we Włochach: Poszkodowani wciąż nie wrócili do swoich mieszkań

Większość rodzin zatrzymała się u swoich bliskich.

Share
Pożar we Włochach: Poszkodowani wciąż nie wrócili do swoich mieszkań
d31o17h

Wciąż nie wiadomo, kiedy mieszkańcy bloku przy ulicy Fasolowej w Warszawie wrócą do swoich mieszkań - informuje RMF FM. Po środowym pożarze, który wybuchł w mieszkaniu 61-latka, z użytkowania wyłączono 40 lokali.

Kilka osób spośród poszkodowanych rodzin od środy nocuje w parafii Świętej Rodziny w Warszawie. Reszta zatrzymała się u swoich bliskich. W gotowości do przyjęcia poszkodowanych jest m.in. pobliskie gimnazjum.

Wnioski o lokale zastępcze złożyło już kilkanaście rodzin. To osoby, których mieszkania zostały spalone albo zalane. Większość dostała zasiłki celowe. Częściowo spalony budynek przechodzi teraz ekspertyzę. To od jej wyników zależy, kiedy rodziny z niższych pięter wrócą do domów.

Prezes zarządu spółdzielni "Dom", Jacek Frydryszak powiedział, że w bloku należącym do spółdzielni poważnie zniszczonych zostało około dziesięciu mieszkań. Wiele mieszkań zostało zalanych wodą podczas gaszenia pożaru. W akcję gaśniczą zaangażowano 51 wozów strażackich. Pożar wybuchł w jednym z mieszkań a następnie rozprzestrzenił się na poddasze i dach czteropiętrowego budynku.

d31o17h

Artur Laudy, st. kpt. stołecznej staży pożarnej o pożarze: "Można się tam było wczołgać"

- Było to mieszkanie z bardzo dużą ilością materiałów, przypominające bardziej magazyn. Przedmioty znajdujące się wewnątrz były swoistą stertą. Do niektórych pomieszczeń nie dało się wejść. Tak naprawdę trzeba się było wczołgać na strefę podsufitową, ponieważ składowane było tam wiele różnych elementów. Począwszy od mebli, poprzez urządzenia, ubrania, książki, gazety, i wiele innych rzeczy. Łatwiej byłoby wymienić coś, czego tam nie było - tłumaczy WawaLove st. kpt. Artur Laudy ze stołecznej staży pożarnej.

- Po działaniach gaśniczych, gdzie strażacy tak naprawdę nie mogli otworzyć drzwi i wejść do tego pomieszczenia, gdyż było ono tak zastawione, kiedy udrożnili już sobie miejsce, musieli chodzić po warstwie śmieci wysokości 1 metra. Możemy mówić zatem o mocno utrudnionych działaniach z tego względu, iż w tym miejscu było wiele rzeczy spowalniających akcję, gdyż strażacy z tego właśnie powodu nie widzieli nawet ognia i nie mogli wejść do mieszkania, żeby go ugasić - dodaje Laudy.

- Do pokoju, obok kuchni, gdzie miał miejsce pożar, nie sposób było się dostać. Można było się tam tylko wczołgać na stertę składowanych rzeczy - mówi WawaLove st. kpt. Artur Laudy ze stołecznej staży pożarnej.

61-latkowi za sprowadzenia zagrożenia dla życia i zdrowia wielu osób grozi do pięciu lat więzienia.

d31o17h

Źródło: (rmf24.pl/WawaLove.pl)

d31o17h
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d31o17h
d31o17h