Warszawski łuk triumfalny. Milioner zdradza WawaLove.pl swoją koncepcję

Jan Żyliński o projekcie będzie rozmawiał z Andrzejem Dudą. Prezydent poprze milionera?
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Warszawski łuk triumfalny. Milioner zdradza WawaLove.pl swoją koncepcję

Jan Żyliński - arystokrata i biznesmen urodzony w Wielkiej Brytanii, ale jak sam o sobie mówi, całym sercem Polak. Miłośnik klasycyzmu - regularnie uczęszcza na zajęcia z baletu, mieszka w pałacu zaprojektowanym w stylu stanisławowskim, otaczając się przedmiotami przywołującymi tamten okres. Milioner i filantrop. Ma na swoim koncie pomnik Złotego Ułana w Kałuszynie i dwa łuki triumfalne w Londynie. Teraz swoją cegiełkę chce dołożyć w Warszawie. Upamiętniający Bitwę Warszawską z 1920 roku łuk ma przyjąć klasyczną formę i mierzyć 52 metry. O cały metr więcej od paryskiego Arc de triomphe de l'Étoile - bo jak podkreśla: "jesteśmy lepsi niż Francuzi".

Monika Rozpędek, WawaLove.pl: Bitwę można upamiętnić na wiele sposobów. Chociażby pomnikiem. Dlaczego akurat łuk triumfalny?

Jan Żyliński: Taka jest tradycja europejska, sięgająca czasów starożytnej Grecji. W całej Europie są łuki upamiętniające zwycięstwa. Według tej tradycji, stawiało się go po to, by zwycięski dowódca mógł przez niego przejść na czele wojsk. To był sposób powitania i uczczenia naczelnego wodza.

A pana umiłowanie do architektury klasycznej?

- Oczywiście to też powód. Są projekty łuku w stylu modernistycznym – odwrócona litera V (Viktoria). Środowisko architektów warszawskich jest zdominowane przez modernistów. Moja propozycja jest taka - każdy może zgłosić swój pomysł do plebiscytu, w którym projekty oceniać będą mieszkańcy Warszawy. To oni powinni podjąć decyzję.

Jak pana zdaniem powinien wyglądać idealny warszawski łuk triumfalny?

- Łuk w Paryżu mierzy 51 metrów. Dlatego w Warszawie proponuję 52 metry – jesteśmy lepsi od Francuzów i lepiej robimy pomniki niż oni. Proponuję też płaskorzeźby, które nie powinny być kopią tych paryskich. W Europie mamy prawie 100 łuków – sam postawiłem w Londynie dwa. Wewnątrz tego warszawskiego będzie 3,5 tys. metrów kw. powierzchni użytkowej na dziewięciu piętrach. Włącznie z tarasem widokowym na szczycie, z którego rozciągać się będzie widok na całe miasto.

Wewnątrz łuku będzie muzeum, sklepy, kawiarnie, restauracje i tak jak w Londynie, będzie można wynająć sale. Będzie też niewidoczny, ponieważ ulokowany pod ziemią, parking na 300 samochodów. Znajdzie się tam również pasaż podziemny, który połączy parking z łukiem i gdzie będą znajdowały się sklepy. Zakładamy jednak, że powierzchnię wynajmą jedynie polskie firmy – wzornictwo, biżuteria, czyli rzeczy, które mogą zainteresować zwiedzających.

Kto za niego zapłaci?

- Będziemy mieli inwestorów, ponieważ tu nie chodzi o sam łuk, ale o zagospodarowanie całego terenu. To jest kompleksowa inwestycja. Proponuję nowoczesne rozwiązanie, które jest stosowane na zachodzie. Inwestorzy będą wynajmować powierzchnie komercyjne wewnątrz i pod łukiem. W ten sposób obiekt będzie na siebie zarabiał. Wszystkie komercyjne obiekty będą niewidoczne, znajdą się albo pod ziemią, albo w łuku. Zatem jeśli ktoś stanie sobie w Ogrodzie Saskim, nie zauważy tej komercji – będzie cieszyć oko symbolami historycznymi i architekturą klasyczną. Tak się robi tego typu rzeczy w XXI wieku. To jest inwestycja na ćwierć miliarda złotych.

Ratusz na początku tego tygodnia zgodził się na proponowana lokalizację – Oś Saską. Ile czasu zajmie budowa takiego kompleksu?

- Mamy niecałe pięć lat do setnej rocznicy Bitwy Warszawskiej. Sama budowa powinna zmieścić się w dwóch latach. Nawet w najgorszym wypadku, jeśli budowa będzie trwała trzy lata, to pozostanie nam jeszcze czas na dopatrzenie wszystkich formalności. Ze strony finansowej jest to inwestycja czysto biznesowa – zarówno z punktu widzenia dewelopera, jak i banku, który da na to pieniądze.

Jan Pietrzak zbiera fundusze na swoją wizję łuku triumfalnego. Będzie konflikt, czy dojdziecie panowie do konsensusu?

- Z panem Pietrzakiem spotykamy się na kawie, kolacjach i naradzamy się. Pojawiła się różnica zdań między nami, ale wyraźnie mi powiedział, że jeśli decyzje polityczne i opinie mieszkańców będą na moją korzyść – poprze mnie. Zależy mu, aby ten łuk był, a nie na tym, kto go wykona. To bardzo szlachetne z jego strony. Pan Pietrzak otwarcie powiedział, że zbierze trochę pieniędzy, sprzedając cegiełki. Ale zasadniczo liczy na budżet państwowy. Uzbiera pewnie nie więcej niż milion złotych, a nawet jego koncepcja będzie droższa. Zatem przy projekcie pana Pietrzaka państwo będzie miało do wyboru – albo wybudować kilka szpitali, albo postawić łuk triumfalny.
 
Podatnicy mogą być niezadowoleni.

- Dlatego uważam, że takim projektem nie należy obciążać ich kieszeni. Niektórzy nie będą zadowoleni, że pieniądze państwowe idą na coś, co nie ma praktycznego zastosowania.
 
Czy pana wizję, prócz miłośników klasycyzmu, ktoś jeszcze popiera?

- Rozmawiałem o tym z prezydentem Dudą podczas jego pobytu w Londynie. Obiecał mi spotkanie w tej sprawie tuż po wyborach październikowych. Co nie znaczy, że preferuje mój pomysł, ponieważ rozmawia także z Janem Pietrzakiem o jego koncepcji. Oczywiście łuk triumfalny to decyzja miasta i mieszkańców. Prezydent jest od innych rzeczy, ale pomysł powstania łuku może poprzeć. Propozycje rozmów wskazują na to, że temat interesuje pana Dudę. Ja, i myślę, że Jan Pietrzak też – obaj się z tego cieszymy.

Monika Rozpędek, WawaLove.pl

 

Przeczytaj też:** Warszawa jak Paryż? Będzie miała swój** łuk triumfalny** **

Podziel się
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.