Trwa ładowanie...
Materiał partnera

Warszawska Praga lat 70. na czarno-białych zdjęciach Alberta Krystyniaka

Albert Krystyniak kierował obiektyw aparatu na rzadko fotografowane miejsca. Jego uwagę̨ przykuwały stare niszczejące kamienice, architektoniczne kontrasty, trudne warunki mieszkalne, codzienność lokalnej społeczności. Rzadko zdarza się̨ okazja, aby zobaczyć tak realistyczny i wielowątkowy portret tej części Warszawy. Wystawa do 24 października do obejrzenia w Muzeum Warszawskiej Pragi.

Share
Warszawska Praga lat 70. na czarno-białych zdjęciach Alberta Krystyniaka
Warszawska Praga lat 70. na czarno-białych zdjęciach Alberta Krystyniaka Źródło: materiały partnera
d3qmovq

Albert Krystyniak:

Chciałem utrwalić́ Pragę̨, która była ostatnim reliktem prawdziwej, autentycznej Warszawy, do której miałem sentyment, bo spędziłem tam parę lat z życia. Fotografowałem, zapisywałem. Teraz można oglądać ten materiał jako całość́ albo wybierać jakieś zestawy klatek. Ten, kto dziś́ je obejrzy, porówna z własnymi doświadczeniami – może kiedyś był na Pradze, może mieszkał w miejscu o podobnym charakterze – i zobaczy więcej niż to, co jest na fotografii, bo doda własne przeżycia i zapamiętane obrazy.

Jak długo wędrował Pan z aparatem po Pradze?

Zdjęcia robiłem od 1973, może do 1975 roku. Nie da się inaczej przy tak rozległym terenie. Wyczekuje się dobrych warunków, kąta padania słońca, odcienia światła. Dla różnych miejsc o różnych porach trzeba znaleźć oświetlenie, kadrowanie, ludzi. Przychodziłem tam wielokrotnie.

Jedno z praskich podwórek,   1973-75, Muzeum Warszawskiej Pragi materiały partnera
Jedno z praskich podwórek, 1973-75, Muzeum Warszawy Źródło: materiały partnera, fot: Albert Krystyniak,

Nie ma na tych zdjęciach sztandarowych, najbardziej znanych praskich budynków. Zdaje się, że Pan je z premedytacją omijał.

Dlaczego je omijałem? Chyba dlatego, że na tych obiektach działalność ludzka wyraziście się nie zaznaczyła. Chciałem fotografować autentyczną Pragę. Miejsca, do których wkraczała nowoczesność, już mnie tak nie interesowały. Najbardziej pociągająca jest autentyczność. To co niepowtarzalne, a może lada moment zniknąć.

d3qmovq

Stąd zwietrzałe mury, dziury po kulach, zerwane balkony...?

Tak. To jest właśnie ta autentyczność, ślady, odciski życia. Budynki, które mówią o swoich mieszkańcach. No i o sobie, bo każdy taki ślad pocisku, nadpalenia, burzenia to jakaś opowieść. Można sobie odtwarzać, co tam się wydarzyło.

Bazar Różyckiego, 1973-75, Muzeum Warszawy materiały partnera
Bazar Różyckiego, 1973-75, Muzeum Warszawy Źródło: materiały partnera, fot: Albert Krystyniak

Czy chodząc po ulicach i podwórkach, szukał Pan jakichś konkretnych scen, czy też bohaterowie zdjęć znaleźli się na nich trochę przez przypadek?

To nie były zdjęcia zaaranżowane. Wszystko działo się spontanicznie. Ludzie tam po prostu byli. Ci, a nie inni, w tym, a nie innym miejscu. Zresztą myślałem też o układzie świateł, o kompozycji – różne względy kazały mi wykonać akurat takie zdjęcie. Każdy ma w głowie jakąś wizję świata, bagaż tego, co oglądał, czytał, jak był wychowywany itd. I ostatecznie, żeby nie wiem jak określony był zamysł, świadomość każe nam w tym, a nie innym momencie nacisnąć migawkę. To jest intuicyjne. Nie da się wszystkiego zaprogramować.

Podwórze kamienicy przy ulicy Środkowej 12, 1973... materiały partnera
Podwórze kamienicy przy ulicy Środkowej 12, 1973...Źródło: materiały partnera, fot: Albert Krystyniak

Na podwórku pani rozwiesza pranie, siedzi grupa jakichś starszych osób. Jak reagowali prażanie na widok fotografa? Nie byli nieufni?

Nie było żadnych złych reakcji. Może gdybym fotografował Bazar Różyckiego, gdzie odbywały się różne interesy, spotkałbym się z jakąś niechęcią, ale niczego takiego nie pamiętam. Na ogół osoby, które spotykałem na podwórkach, były przyjazne. Widzi Pan, oni byli u siebie.

d3qmovq

Dlaczego te fotografie są czarno-białe? Były już wtedy kolorowe klisze.

To był naturalny wybór. Fotografia barwna była wciąż jeszcze techniką dosyć rzadką i drogą, a w tamtych warunkach własnoręczne wykonanie było bardzo kłopotliwe. Przede wszystkim jednak fotografia czarno-biała ma większą siłę wyrazu. Wydaje mi się, że wierniej oddaje rzeczywistość.

Ten sposób przekazu jest bardziej ascetyczny. Kolor może zakłócać, wprowadza jeszcze jeden element, który nie jest niezbędny. Oprócz tego w fotografii czarno-białej można oddać więcej dramatyzmu. Wprawdzie te zdjęcia nie są bardzo dramatyczne, ale zastosowanie czerni powoduje, że działają mocniej.

Staje się to jasne, gdy spojrzymy na portrety. Ten człowiek w kaszkiecie ma wypisaną całą historię na twarzy.

I tutaj proszę sobie wyobrazić kolor…

d3qmovq

No właśnie.

Bez sensu, prawda?

Skrzyżowanie ulic Stalowej i Środkowej, 1973-75 materiały partnera
Skrzyżowanie ulic Stalowej i Środkowej, 1973-75 Źródło: materiały partnera, fot: Albert Krystyniak

Jakim aparatem były robione te zdjęcia?

To był Pentacon Six. Chodziło o większy format, który pozwalał zrobić duże powiększenia. Żeby wtórnie obrabiać, kadrować, robić duże odbitki, odpowiednie do celów ekspozycyjnych. Bo wiadomo, że taki sprzęt był duży, ciężki, trudniejszy do noszenia niż aparat małoobrazkowy. Pikseli wtedy nikt nie liczył.

d3qmovq

Dzisiaj za pomocą jednego aparatu fotograficznego w telefonie można zrobić około 20 zdjęć w ciągu dwóch sekund. Wtedy miało się...

Dwanaście klatek.

Dwunastoklatkowe klisze. Pewne straty musiały być wliczone, jeśli chodzi o ujęcia.

Oczywiście. Teraz nikt nie myśli o głębi ostrości. W aparacie cyfrowym robi to automat. Wtedy trzeba było ustawić ostrość i określić czas naświetlania. Były aparaty, które miały wbudowany światłomierz, ale w Pentaconie ustawiało się jedynie ostrość na matówce i trzeba było mieć osobny przyrząd do mierzenia światła. Tak, że było z tym trochę zachodu.

Ulica Brzeska, 1973-75, Muzeum Warszawy, AN 1033 materiały partnera
Ulica Brzeska, 1973-75, Muzeum Warszawy, AN 1033 Źródło: materiały partnera, fot: Albert Krystyniak

Jak jednym słowem mógłby Pan określić Pragę lat 70.? Co tam było dla Pana najważniejsze?

Chyba klimat... Tu do pewnego stopnia zachował się jeszcze klimat. Może go już nie było widać na ulicach, ale wystarczyło wejść w podwórko...

d3qmovq

Praski klimat. Panował wtedy i chyba trwa do dziś. Co go wyróżnia?

Wystarczy popatrzeć, jak ludzie wychodzą z bloku, jednego z wielu takich samych bloków na osiedlu. Na Pradze ludzie wychodzący z domu byli u siebie, na swoim podwórku, z sąsiadami, których znali od lat, z murami, które nie były remontowane od dziesięcioleci. Byli u siebie. Tylko tyle.

Fragment rozmowy którą z Albertem Krystyniakiem przeprowadził Adam Lisiecki, kurator wystawy "Praga lat 70. Fotografie Alberta Krystyniaka" w Muzeum Warszawskiej Pragi. Całość dostępna w albumie towarzyszącym wystawie (https://sklep.muzeumwarszawy.pl/pl/p/Praga-lat-70.-Fotografie-Alberta-Krystyniaka/2361). Wystawa otwarta do 24 października.

Informacje o wystawie:

Program wydarzeń towarzyszących:

Materiał partnera
d3qmovq

Podziel się opinią

Share
d3qmovq
d3qmovq